13 grudnia 2025 roku w Białorusi uwolniono 123 więźniów politycznych. To efekt negocjacji na linii Alaksandr Łukaszenka – amerykańska administracja. W tamtejszych więzieniach wciąż jednak przebywa ponad 1,1 tys. osób skazanych w sprawach karnych o podłożu politycznym. Zdaniem polskich polityków potrzeba większego nacisku międzynarodowego na władze w Mińsku nie tylko w celu uwalniania kolejnych więźniów politycznych, lecz również łagodzenia represji wobec całego społeczeństwa białoruskiego.
– Cieszymy się z tego wszyscy, że 123 osoby znalazły się na wolności, ale nie możemy zapominać, że ponad tysiąc nadal pozostaje w białoruskich więzieniach. Mało tego, co tydzień odnotowujemy nowych więźniów politycznych, bo Łukaszenka traktuje ich jako zakładników, towar do handlowania. Nie następują żadne zmiany w Białorusi, nie zmienia się prawo, nie liberalizuje się reżim – mówi agencji Newseria Robert Tyszkiewicz, koordynator ds. Polonii i Polaków za granicą w Kancelarii Senatu RP.
Jak podaje Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiosna”, według stanu na 31 grudnia 2025 roku w białoruskich więzieniach przebywało 1131 więźniów politycznych, w tym 167 kobiet. Za kratami przebywa m.in. 28 przedstawicieli mediów, troje obrońców praw człowieka, 21 lekarzy oraz 16 radców prawnych i adwokatów. Dzięki wysiłkom dyplomatycznym w 2025 roku ułaskawiono 360 więźniów politycznych, ale w tym samym czasie uwięziono co najmniej 509 osób, które białoruskie organizacje broniące praw człowieka uznały za więźniów politycznych.
– Ten system jest autorytarny, a Łukaszenka jest dyktatorem. Drobne ustępstwo nie zmienia tego człowieka i systemu. Musimy się dalej domagać uwolnienia wszystkich więźniów politycznych, złagodzenia reżimu i stopniowej demokratyzacji. Bez tego nie ma mowy o dialogu, a już absolutnie o zdejmowaniu sankcji – mówi Małgorzata Gosiewska, posłanka do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości. – Musimy pamiętać, że to nie jest uwolnienie osób, bo one zostały wywiezione poza granice kraju. Nie wróciły do swoich domów, nie mogą dalej realizować swoich działań w miejscu, z którego zostały siłą wyrwane. One zostały wyrzucone poza granice swojej ojczyzny.
Od rozpoczęcia represji w 2020 roku, co było skutkiem masowych demonstracji po sfałszowanych wyborach prezydenckich, do końca 2025 roku co najmniej 9,2 tys. osób stanęło przed sądem karnym z powodów politycznych, a 8 tys. osób zostało skazanych. Łączna liczba osób zidentyfikowanych jako więźniowie polityczni przekroczyła na przestrzeni ostatnich lat 4,3 tys. W samym 2025 roku w sprawach karnych o podłożu politycznym skazano co najmniej 1254 osoby. Blisko trzy czwarte z nich stanowili mężczyźni (72 proc.). Najczęściej stawianym zarzutem był udział w protestach w 2020 roku.
– Dobrze by było podjąć wysiłki, w wyniku których reżim by się zmieniał, które prowadziłyby do powszechnej amnestii, a przede wszystkim do zniesienia tych drakońskich praw, które powodują, że ludzie znajdują się w więzieniu. Jeżeli w więzieniu można się znaleźć za wpis w mediach społecznościowych albo za to, że się było gdzieś na zdjęciu z biało-czerwono-białą flagą, to w takim kraju więzienia zawsze będą pełne – uważa Robert Tyszkiewicz.
– Społeczeństwo białoruskie najbardziej potrzebuje demokracji i wolnych wyborów, bo to, co się odbyło ostatnimi razy, to nie są wybory, tylko plebiscyt za Łukaszenką. Tym bardziej że społeczeństwo w Białorusi jest dość mocne, jeśli chodzi o obywatelskość, niepokorne, nie poddało się Łukaszence i stąd te problemy wewnętrzne i stąd prześladowania – mówi Łukasz Kohut, poseł do Parlamentu Europejskiego z Koalicji Obywatelskiej.
Ostatnie wybory prezydenckie w Białorusi odbyły się 26 stycznia 2025 roku, sześć miesięcy wcześniej niż przewidywana data i siedem dni przed upływem terminu rejestracji grup zgłaszających kandydatów na prezydenta. Według ekspertów Białoruskiego Komitetu Helsińskiego i organizacji „Wiosna” było to celowe zagranie wbrew przepisom wyborczym. Parlament Europejski w rezolucji z 22 października 2025 roku stanowczo potępił represje w Białorusi i wyraził solidarność z przeciwnikami reżimu Alaksandra Łukaszenki, którego nie uznaje za prawowitego prezydenta.
– Trzeba wspierać białoruskie społeczeństwo i opozycję, trzeba finansować niezależne media białoruskie, a równocześnie dbać o to, by sankcje wobec reżimu Łukaszenki były jak najbardziej dotkliwe. To wszystko muszą być działania równolegle. Bez niezależnych białoruskich mediów i ich finansowania Białorusini nie będą wiedzieli o międzynarodowym wsparciu. Mało tego, oni nie będą wiedzieli, co się dzieje na samej Białorusi i my również niczego się nie dowiemy – podkreśla Małgorzata Gosiewska.
Od 2019 roku Białorusini są drugą najliczniej reprezentowaną grupą cudzoziemców w Polsce. Według danych Urzędu ds. Cudzoziemców na dzień 30 kwietnia 2025 roku 144 tys. Białorusinów posiadało ważny dokument wydany na terytorium Polski, który uprawnia ich do pobytu. Od 9 sierpnia 2020 roku do 30 kwietnia 2025 roku o udzielenie ochrony międzynarodowej ubiegało się 14 557 białoruskich obywateli. W roku akademickim 2024/2025 na polskich uczelniach studiowało 12,2 tys. Białorusinów, którzy stanowili tym samym 11,3 proc. wszystkich cudzoziemców.
– To jest ogromna potęga, że ludzie, którzy mieszkają w Białorusi, na co dzień spędzają dużo czasu w Polsce. Widzą Europę, Zachód, Unię Europejską, widzą, jak Polska w ciągu tych dwudziestu paru lat się zmieniła. Mają do czynienia jednocześnie z propagandą Łukaszenki, który opowiada, że w Polsce jest bieda, nic dobrego się w niej nie wydarzyło, że stała się kolonią państw zachodnich, co jest oczywiście nieprawdą. To zderzenie propagandy z rzeczywistością na pewno dużo robi i z tego powodu Białorusini i inne narody wschodnie tak bardzo chcą do Unii Europejskiej – podkreśla Łukasz Kohut.
– Zobaczymy, co będzie dalej. Łukaszenka już się bardzo niepokoi, co będzie z nim po zawarciu pokoju między Rosją i Ukrainą, czy dalej będzie Putinowi potrzebny. Znaków zapytania nad głową białoruskiego dyktatora wcale nie jest mało. On bardzo chce się znaleźć przy stole negocjacji pokojowych, bo z niepokojem widzi, że to się odbywa poza jego udziałem, a w końcu przecież poparł Putina w tej agresji. Politycznie jest tu bardzo wiele do zrobienia i sytuacja, która jest dzisiaj między Rosją i Ukrainą, cała kwestia rozmów pokojowych, też będzie miała gigantyczny, jeśli nie przesądzający wpływ na dalszy scenariusz wydarzeń w Mińsku – uważa Robert Tyszkiewicz.